Pokój i Radość!
W pieszej pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę doszliśmy do celu.
Wszystkie intencje, zarówno te które do nas przesłaliście, jak również te nie wypowiedziane na głos, które skrywacie na dnie serca, donieśliśmy i z głęboką wiarą złożyliśmy przed obrazem Jezusa i Maryi.
Nie zatrzymujemy się i z nową mocą z wysoka, idziemy dalej. Bo główny cel naszej ziemskiej pielgrzymki jeszcze jest przed nami wszystkimi.
Z nadzieją wypatrujmy jak Bóg Ojciec, nasz kochający Tatuś wspomaga nas, nasze starania, decyzje, działania w wypełnianiu tych próśb, które są zgodne z Jego Wolą. Tych naszych pragnień, które pomogą nam dość do ostatecznego celu, do Nieba.
Pielgrzymka się skończyła, a tym samym zaczął się kolejny etap naszej ziemskiej drogi ku Bogu. Na końcu tej drogi staniemy już nie tylko przed obrazem Jezusa i Maryi. Lecz staniemy przed obliczem Boga twarzą w twarz.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii, mówi nam co, jest jednym z najważniejszych wyzwań, w tej naszej ziemskiej drodze. Bez tej postawy, o której Jezus mówi w przypowieści, nikt z nas nie wejdzie do Nieba.
Całego 18 rozdziału Ewangelii Mateusza, którego dzisiejsza Ewangelia jest częścią, słuchaliśmy podczas Nabożeństwa Pokutnego, na kilka godzin przed wejściem na Jasną Górę.
W gronie prawie 6 tysięcy pątników słuchaliśmy jednej z pięciu wielkich mów Jezusa, którą Mateusz zapisał w swojej Ewangelii. Jezus w tej czwartej mowie, naucza nas o relacjach jakie mają panować wśród nas, we wspólnocie wierzących.
Posłuchaj, jaka jest najważniejsza prośba, którą potrzebujemy skierować do Pana Boga. A jednocześnie, jaką potrzebujemy mieć postawę serca w relacji do tych, których Bóg stawia na naszej życiowej drodze.
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 18, 21 – 19, 1)
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»
Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.
Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.
Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileę i przeniósł się w granice Judei za Jordan.
Słuchając tej Ewangelii we wtorek, na tak zwanej „Przeprośnej Górce”. Zastanawiałem się:
W jaki sposób ten sługa zaciągnął aż tak potężny dług u swojego pana?
Zazwyczaj skupiamy się na tej niesamowitej litości króla. To dla nas niepojęte, że pan odpuszcza mu ten cały dług, od tak, bez żadnych warunków, tylko dlatego, że sługa go o to prosi.
Jednak zacząłem się zastanawiać nad czymś innym.
Co on musiał robić, jak żyć, że zaciągnął aż tak ogromy dług, który w normalnych warunkach musiałby spłacać przez kilkaset tysięcy lat? Od razu przełożyłem to pytanie, o życie i postępowanie anonimowego sługi na siebie samego.
Czy ja żyjąc tak jak żyję, podejmując decyzje takie jakie podejmuję, postępując tak jak postępuję, nie zaciągam takiego samego wielkiego długu u Pana Boga?
Czy czasem nie proszę Boga o wiele dostając jeszcze więcej niż mogę sobie wyobrazić. A jednak czy wobec osób żyjących wokół mnie, nie postępuję tak samo niemiłosiernie jak ten niegodziwy sługa?
Takie jest wyzwanie, które stawia przede mną Bóg, na resztę mojej ziemskiej pielgrzymki.
Napisz słowo od siebie. Włącz się w rozmowę.
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2013-2026 - FUNDACJA BOGActwo Rozwoju
Chrześcijańska Fundacja Rozwoju Osobistego i Duchowego