Pokój i Radość!
Paweł w Liście do Koryntian pisze wprost, dlaczego misja głoszenia Słowa Boga jest najważniejszym zadaniem każdego ochrzczonego Chrześcijanina. To jest misja, którą i my wspólnie, Ty i ja, cała nasza Społeczność Boga, każdego dnia podejmujemy i staramy się wypełniać.
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian (1 Kor 1, 17-25)
Bracia:
Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.
Napisane jest bowiem: «Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę». Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego świata? Czyż nie uczynił Bóg mądrości świata głupstwem?
Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawiać wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
Aklamacja (Por. Łk 21, 36)
Alleluja, alleluja, alleluja
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie,
abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym.
Alleluja, alleluja, alleluja
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 25, 1-13)
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.
Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».
Co jest tą najważniejszą misją, do której wzywa i posyła każdego z nas Jezus Chrystus?
To głupstwo głoszenia Słowa Boga, przez które spodobało się Bogu zbawiać wierzących.
W kontekście tej najważniejszej misji głoszenia Słowa Boga, przez którą spodobało się Bogu zbawić wierzących. Warto rozważyć dzisiejszą Ewangelię. Jezus w przypowieści o dziesięciu pannach pokazuje nam, kto zostanie zbawiony i wejdzie do Nieba.
Spróbujmy to Słowo odnieść osobiście do siebie.
Lampa jest tym co w moim ziemskim, doczesnym życiu zewnętrzne, fizyczne, cielesne. Oliwa natomiast symbolizuje to co wewnętrzne, co duchowe, co wypełnia moją duszę i serce.
Bez oliwy lampa jest bezużyteczna, nie spełnia swojego podstawowego zadania, dla którego została stworzona. Tak samo jest z człowiekiem.
Bez tego co wewnętrzne, co duchowe, co wypełnia moją duszę i serce, wszystko to co zewnętrzne staje się bezużyteczne. Bez tej duchowej oliwy, nie wypełnię zadania, do którego zostałem stworzony i powołany. Choć bym zewnętrznie był bez zarzutu, przystrojony i ozdobiony.
Bez ciągłego wewnętrznego uzupełniania duchowej oliwy, moje serce staje się puste, a moje działania jałowe i bezowocne. Oliwa się skończyła i źródło sensu mojego życia wyschło. Niby jestem, istnieję, ale tylko zewnętrznie. Staję się bezużyteczny jak ta pusta lampa bez oliwy, która nie daje światła.
Kto jest odpowiedzialny za napełnianie mojej lampy oliwą, tak żeby nieustannie dawała światło?
Moja osobista odpowiedzialność.
Za napełnianie mojego serca duchową oliwą, czyli Słowem Boga, Duchem Świętym, łaską Boga odpowiedzialny jestem tylko ja sam. Nie pożyczę duchowej oliwy od kogoś, sam osobiście potrzebuję o nią zadbać. Koniecznie potrzebuję o oliwę zadbać w odpowiednim czasie, żeby się nie okazało, że jest już na to za późno.
To co zewnętrzne, fizyczne, cielesne ma znaczenie, ale jedynie na tym świecie, w tym doczesnym życiu. Natomiast tylko to, czym napełniłem i wciąż napełniam się wewnętrznie, duchowo, ma znaczenie dla zbawienia i stanowi przepustkę do Królestwa Niebieskiego.
Lektura dzisiejszych czytań, jeszcze mocniej uświadamia mi, jak nasza misja codziennego głoszenia Słowa Boga jest ważna i potrzebna w dzisiejszym świecie.
To głupstwo naszego codziennego głoszenia Słowa Boga jest na służbie nieprzerwanego, stałego dostępu do niewyczerpanego źródła tej duchowej oliwy. Kto chce, może się podłączyć pod to źródło, żeby w codziennym zabieganiu o doczesne sprawy tego świata nie zapominać o napełnianiu duszy i serca duchową oliwą. Żeby się nagle nie obudzić, jak te głupie panny, które nie wzięły ze sobą oliwy, kiedy Pan przyjdzie.
Jezus w ostatnim zdaniu podkreśla jak bardzo to jest ważne. Bo nie znam dnia ani godziny, kiedy ta oliwa Słowa Boga będzie mi akurat potrzebna, niezbędna.
Bardzo intrygujące jest jeszcze jedno dzisiejsze zdanie Jezusa.
Pan młody mówi do panien, które przyszły później: „Nie znam was”.
Ciekawe jest to, że nie mówi, tego co by było bardziej adekwatne do zaistniałej sytuacji: „Spóźniłyście się. Niestety nie byłyście na czas gotowe i teraz jest już za późno. Drzwi zostały zamknięte, dlatego już nie możecie wejść.”
Jezus u bram Nieba nie powie mi „Spóźniłeś się. Nie byłeś gotowy na czas. Drzwi do nieba zostały już zamknięte i teraz już nie wejdziesz.”
Jezus u drzwi Nieba nie będzie nam robił wyrzutów i wypominał, że nie biliśmy gotowi, że się za późno nawróciliśmy, że się spóźniliśmy.
Jezus powie mi: „Nie znam Cię. Zaprawdę, powiadam Ci, nie znam Cię.”
Do Królestwa Niebieskiego wchodzi się po znajomości. Po osobistej znajomości z Jezusem.
Tylko, że nie chodzi o to, jak dobrze ja znam Jezusa. Przed bramą Nieba nie będzie żadnego egzaminu z wiedzy teologiczno-biblijnej o Panu Jezusie i Bogu. Nie będę musiał zdawać testu, żeby osiągnąć minimalny próg, aby wejść do Nieba. I nikt nie będzie sprawdzał na ile mam wiedzy o Jezusie i jak dobrze znam Boga.
Pan Jezus otwiera drzwi Królestwa Niebieskiego przed tymi, których On sam osobiście zna.
Najważniejsze pytanie, które warto dziś sobie zadać: Czy Jezus zna mnie?
Nie, czy ja znam Jezusa, lecz: Czy Jezus zna mnie.
Czy ja daję się poznawać Jezusowi?
Mniej ważne jest to, na ile ja znam Jezusa. Bo nawet jak zdołam Chrystusa poznać, to poznam Go i tak w bardzo niewielkim stopniu.
Ważniejsze jest, abym to ja Jezusowi dał poznać siebie w pełni i do końca. Jaki jestem naprawdę, w głębi duszy i serca, bez tych wszystkich zewnętrznych ozdobników i upiększeń.
Jak dać się poznać Jezusowi?
Poprzez Słowo Boga, które obnaża całą prawdę o mnie i odkrywa ją przed Bogiem.
Codziennie napełniając moją duszę i serca Słowem Boga poznaję Jezusa, a Jezus poznaje mnie.
Napisz słowo od siebie. Włącz się w rozmowę.
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2013-2026 - FUNDACJA BOGActwo Rozwoju
Chrześcijańska Fundacja Rozwoju Osobistego i Duchowego